Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemiański Andrzej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemiański Andrzej. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lutego 2014

Achaja t3 - A. Ziemiański



Mamy w końcu trzeci i ostatni tom cyklu Achaja, upragniony i wyczekiwanych przez wielu fanów tegoż cyklu. Dość długo się zastanawiałam co o nim napisać. Bo z jednej strony bardzo lubię cały cykl, ale z drugiej... No właśnie.

Trzeci cykl, to już typowa polityka. Jak już wspominałam, takowa mnie nuży, wkurza, denerwuje i uciekam od niej jak najdalej. Możliwe, że właśnie dlatego przerzucałam niektóre opisy, starając się je przeczytać, ale zupełnie mi to nie wychodziło. Strategia, strategia i jeszcze raz strategia, czyli coś czego i sama Achaja nie lubiła. Zdecydowanie spodziewałam się czegoś innego. Czegoś, co rzucałoby więcej światła na same postaci, a nie na nudne plany opanowania świata, typu Pinky and the Brain. Jak dla mnie zbyt mało było tam bohaterów, a za dużo "opisów przyrody", przy których zasypiałam.

Ja rozumiem, że owe strategiczne rysy były autorowi do czegoś potrzebne, ale mam wrażenie, że Ziemiański miał jakiś inny pomysł, który chciał zastosować gdzie indziej i na tej pozycji nie skupił się zanadto. Jakby błądził gdzieś myślami, bynajmniej nie przy Achai. To, co przedstawił oczywiście spójne jest, ale...


Choć cała książka jest napisana dobrze, naprawdę dobrze, to brakuje jej polotu jak w dwóch pierwszych częściach. Brakuje tej iskry bożej i autora natchnionego.

Achaja t2 - A. Ziemiański


Achajka, kochanie ty moje... cóżeś mi uczyniła, że czytając pierwsze twoje stronice, kawą ze śmiechu mało cię nie oplułam? Twoje dorastanie i niewinność sprawiają, że do tej pory kiwam głową jak starzec nad młódką, gdy słyszy pytania typu czy słoń i mrówka mogą się przyjaźnić. Ale do rzeczy.

Tytułowa Achaja wydostaje się z cesarstwa Luan jako dziwka i podąża do Arkach, gdzie zostaje wcielona do armii. Znowu. Ale tym razem jej się to podoba, bo to wolny kraj. Młodziutka Achaja, jak na nastolatkę przystało, jeszcze ma we łbie ideały i jeszcze wierzy, że świat jest piękny. I choć znowu jest mięsem armatnim, to tym razem ma dla kogo i dlaczego walczyć. Jakież to romantyczne, prawda?

Wprawdzie na militariach się nie znam, ale śmiem twierdzić, że ich miłośnikom drugi tom opowieści  powinien się spodobać. Jest tu kilkaset stron opisów potyczek, wojny, codziennego obozowego życia i starć, a wszystko pokazane bez górnolotnych słów. Żołnierze, jak to proste jednostki, rzucają bluzgami na prawo i lewo, chleją gorzałę i zawiązują braterskie, tfu siostrzane więzi na różnych płaszczyznach życia społeczno-obozowego. I jak poprzednio, pomimo nierealności choćby kobiecego wojska, to wszystko staje się tak prawdziwe, że mimo wszystko się w to wierzy.

No i wprowadzenie Biafry. Największy skurkowaniec całego cyklu. Najbardziej cyniczny, wredny i egoistyczny facet chodzący po ziemi. Ale przecież większość kobiet będzie do niego wzdychać ukradkiem. 

Tę część czyta się jeszcze szybciej niż poprzednio. I jeszcze prędzej jest się zdumionym, że się skończyła. Panie Ziemiański, poproszę o więcej. I to migusiem.

czwartek, 6 lutego 2014

Księzniczka, która nie chciała być wróżką, czyli Achaja t. 1 Ziemiańskiego

Lublin: Fabryka Słów, 2002.

Tę książkę czytałam już dawno. Jednakże jestem z tych, co lubią ponownie sięgać po wcześniejsze tomy, gdy wychodzi kolejny. Tak dla odświeżenia sobie tematu, by wprowadzić się w odpowiedni nastrój.


Z czym się kojarzą księżniczki? Jak zwykle z różem, nicnierobieniem, zabawą i plotkami. Dorosłym, posiadającym potomstwo płci pięknej jeszcze mogą się kojarzyć ze skrzydełkami i różdżkami (w końcu każda mała księżniczka chce być wróżką, prawda?). Achaja jednak to typowa księżniczka nie jest. Ale od początku...

Achaja, księżniczka Troy. Dziewczyna spokojna, lubiąca czytać i do tego cholernie inteligentna. Jak to zwykle w "wyższych sferach" bywa, bez jej woli uwikłana w dworskie intrygi. Jako obiekt zazdrości młodszej od siebie macochy zostaje dzięki niej wcielona do wojska, w którym wprawdzie się nie nawojuje, ale za to trafi do wrogiej, luańskiej niewoli, gdzie najpierw ją torturują, a potem robią z niej przymusowego robotnika budującego imperialną drogę. Dziewczynie naprawdę nie jest lekko. I wprawdzie udaje jej się uciec z niewoli, to los wcale nie jest dla niej łaskawy. 

W książce śledzimy też dwa inne wątki, związane ze zgoła innymi bohaterami. Pierwszy z nich - czarodziej Meredith, kierowany filozoficznymi przemyśleniami udaje się na wyspę Zakonu, by wyzwać głównego czarownika na pojedynek. Oczywiście kończy w celi, w której ma gnić do końca świata albo i dłużej. Żeby nie było łatwo Ziemiański wymyśla sposób na jego uwolnienie. Pomysł ten jest całkiem zaskakujący. 

Kolejnymi bohaterami są świątynny skryba Zaan, który jest mózgiem pewnych operacji, a także, należący do tzw "Chorych Ludzi" samozwańczy błędny rycerz Sirius. Ten pierwszy, sterując tym drugim sprawia, że obaj stają się jednymi z bardziej znaczących ludzi w królestwie Troy. Obaj są pozbawieni skrupułów i perfidni w swoich działaniach

Każdy z tych wątków nie łączy się z żadnym innym, wije się własnym torem. Raz tylko zahacza delikatnie o drugi. Jest za to dużo polityki międzynarodowej, filozofii, nawet teologii. Czasem aż nawet jest tego za dużo, staje się nużące, aczkolwiek każda wprowadzana scena lawiruje w wielkim świecie i intryguje. Czytelnik z każdą kolejną stroną zastanawia się coraz mocniej jak też autor wybrnie z tych wielu osobnych niesklejonych ze sobą historii.

W powieści Ziemiańskiego brak jest lukru i happy endów. Ba! Brak w niej nawet równowagi w tym co spotyka głównego bohatera, pomiędzy wydarzeniami złymi i dobrymi. Może właśnie dlatego sięga się po kolejny tom, by zobaczyć, czy tym głównym bohaterom będzie trochę lepiej. Ich samych zaś nie można zaliczyć ani do tych praworządnych, ani do tych podłych. Wymykają się każdej próbie zaszufladkowania i chyba właśnie dlatego są tacy realni.

Samą książkę, pomimo mnogości stron, czyta się dość szybko i gładko. Język, którym jest napisana, jest wręcz dość surowy, co niektórych może razić. Jednakże ten styl nadaje charakteru autentyczności zarówno postaciom, jak i wydarzeniom.